Swoją relacje zacznę od tego, iż wyjazd na tą bibe to znowu byl strzał w 10tke i z ręką na sercu mogę wpisać ten event na stałe do kalendarza

Całość bibki zaczęliśmy z Agacią , Ziutexem i Kokz’em od sympatycznej podróży w pociągu umilając sobie czas zimnymi płynami i rozmawiając na wszelakie tematy co nie odbiło się echem wśród osób nam towarzyszących haha

Droga do NL zleciała błyskawicznie i na pierwszy ogień poszedł wypad do Eindhoven, do Midtown Shopu w którym niestety asortyment nie był zbyt okazały i prosto z niego udaliśmy się do Eersel
Na imprezke wchodzimy w okolicach godziny 12stej. Dość dokładne trzepanko i jesteśmy w środku. Tak samo jak rok temu do naszej dyspozycji są szafki do których dostajemy numerek. Wymiana euro identycznie jak w zeszłej edycji 1 Munten – 2,5 euro

Na pierwszy rzut oka ukazuje się główna scena, która swoją wielkością faktycznie robiła wrażenie lecz to był jeden z nielicznych „razów” kiedy ją widziałem

Układ scen minimalnie się zmienił (ustawienie sceny Main i Italian oraz pojawienie się nowej sceny hardstyle)
Przejdę do prawdziwej esencji tej imprezy czyli do muzyki aaaaaaaaaa

Na sam początek giga zaskoczenie a mianowicie 2 duety:
Vexer Vs Explicit oraz
Stinger vs Element Destruction. Ten kto spodziewał się delikatnego rozpoczęcia to zaskoczył się ostrym kupskiem w majtach. Sety agresywne mocne i w ogóle szał ciał
*Mr Courage – przyzwoity secik, podobał mi się
*HKV vs Bonehead –; początek ich seta rozjebał mnie na łopatki, lecz z minuty na minute było coraz gorzej i ostateczne całego seta nie słuchałem
*POS – człowiek który po założeniu maski rozpierdolił gówno po całym namiocie. Set bez jego typowych melodyjek. Panujący chaos i shitcorowe pierdolnięcia, które o dziwo do mnie przemówiły i wrażenie zostawiły konkretne. Cały jego występ nagrałem i będzie wrzucony na forum
*Tripped – mały wielki człowiek który rozniósł ten namiot w pizdu! genialny live act, dojebane produkcje i tempo które powodowało iż pot kapał nawet z namiotu
*Destroyer – jego pojawienie się na scenie industrial to lekko mówią wpierdol dla tamtejszej publiczności. Zagrał bez ograniczeń , bez litości po swojemu i spokojnie mógł wystąpić na scenie HKV. Poza tym banie miał niekiepską kończąc swoją przygode na parkiecie Hong Kong Violetce
*Akira vs Drokz – niestety zawiodłem się gdyż końcówka to miało być prawdziwe strzelanie z karabinu jak rok temu… niestety… set przeciętny i nie odczułem tego charakterystycznego klimatu zakończenia dla tej sceny.
Ponadto byłem sekunde na Italian stage, gdzie grała właśnie Anime. Chciałem popstrykac pare fotek i jakiś filmik tej dupci zrobić ale skutecznie mnie odstraszyła muzyką hehe. Skwitowaniem było odpalenie zapalniczki w sam raz do klimatu
Poza sceną HKV która zgwałciła moje uszy i mózg, sceną która zrobiła na mnie duże wrażenie to był Industrial. Kiedy bym nie przechodził obok niej to leciała naprawde dobra muza bez zbędnych pierdoleń i melodyjek także każdy fan industrialowych brzmień był zapewne w niebie
Co do nowej sceny Hardstyle cieszyła się ona zdecydowanie większym zainteresowaniem niż ta hardcorowa scena rok temu. Ludzi tam było dużo aczkolwiek jej usadowienie nie było chyba zbyt przemyślane gdyż w pobliżu strzelali z karabinów więc tylko mogę sobie wyobrazić co czuli tam ludzie w momencie gdy u nich robiły się przestoje muzyczne haha
Podsumowując całokształt muzycznej strony imprezy jestem zaspokojony w 75 % co stanowi i tak raj dla duszy Podobało mi się jak nigdy i z ręka na sercu mogę tą imprezkę dać na numero uno z dotychczasowych wypadów.
Co do kwestii organizacyjnych osobiście nie posiadam żadnych zastrzeżeń, wszystko przebiegało sprawnie i funkcjonowało dobrze

Frotka 4 euro, flaga 15 euro , koszulka 20 i po zakupach Koszulki dominatora o niebo lepsze od tych srakowatych kolorowych z poprzedniej edycji. Jedzenie nie za specjalne lecz w myśl głodny człowiek to zly człowiek, żarłem jak popadnie hamburgery i inne dziwactwa co by nie paść na pysk. Ceny podobne do tych z zeszłego roku. Co do dowadniania się to przeważała woda mineralna w cenie 2 Muntenów , piwo -1 M , i sprite w kubeczku z lodem -1M. Ponadto dla orzeźwienia dostępne były przeróżne lody - 1,5 M.
Reasumując cała imprezke mogę napisac tylko tyle : było fantastycznie i łza się w oku kręci. iż znowu trzeba cały rok czekać aby znowu to przeżyc. Jednakże wspomnienia w postaci filmików i fotek będą żyły długo we mnie i szybko nie wyparują
Chciałem podziękować towarzyszom podróży : Ziutce , Kokz’owi, Agaci oraz niezniszczalnemu Angerowi. Dzięki Wam podróż jak i sama impreza była wręcz poetycka i nie widze innej możliwości jak tylko powtórka!
Z terrorowym pozdrowieniem, Amen!