Informacje Doczy: 05 Wrz 2007 Posty: 2512 (0,36/dzie) Piwa: 894 Skd: Gliwice  | Wysany: 22-12-2008, 17:14 | #592
|
| to ja to nie wiem :d wstałem przed chwilą i mam takiego radiuma w głowie no nic podróż okrutna do he he śmiechy chichy smoke i beton ... holandia oczekiwanie aaa normalnie sie to dłużyło ale wreszcie jestesmy pod halą, stoimy przed wejsciem wszyscy drą sie brohymn, jestem w szoku wchodze, zwiedzam, masakra, negative a, zaczynamy zgodnie z założeniem mój Thunderdome w znacznej większości industrialowy więc ruszamy z gównem, piękny secik, nagłośnienie, surowy wygląd industrialowej sali, piękne dźwięki, miazga, zgodnie z planem nastepny chosen few!! o maj gad voel je die bass!!!!! piekny early secik, szybki, gabba, hakkuh, ppora na endymion vs. nosferatu, muzyka mi sie nie podobala, ale efekty!!!! wow zrobilem totalne wow napawałem się efektami i show i następnie enzyme x, ja tam ide słysze charakterystyczne dźwięki, patrze a na konsoli OPHIDIAN!!!!! AAAAAAAAAAAAAA o kurwa o kurwa trzy głębokie wdechy, i heyah, piękny set, jeden z dwóch najpiękniejszych setów imprezy, totalna masakra, kosmos, kurwa ,miazga, następnie d-passion, nie nie , spodziewalem sie czegos lepszego, potanczylem chwile ale jednak nie, rozkminka .. noize supressor czy the outside agency... jednak wybrałem TOA i kurwa co ja tam przeżyłem, ciężki core'owy set, zagrany głośniej niz wszystkie, ktorego ostatnie pol godziny wyprasowało mi małżowine uszną !! to było kurwa to, ale spokojnie koko, bo jest swiadomosc ze teraz wchodzi ktos na kogo czekales cała impreze.... DJJJJJJJJ RAAAADIUUUUUUUM i ja ja ja ja kurwa ja !! drugi set imprezy !! JAJAJAJAJAJAJA KURWA KURWA KURWA piekny secior, szybki, mocny core ktory juz wogole zajebał mnie całego, nie mialem juz nog kurwa piekny set aaaaaa no i hellfish chwile postalem breakcore nie dla mnie poszol na drokza takie wczesne terrory milusie ;d piekna impreza piekna noc nie umie wydusic z siebie slowa, raj na ziemi, ta impreza przerosła moje oczekiwania IDEAŁ 1000000%
pozdro dla zaje_bistej ekipy wyjazdowej!! i do następnej | _________________ Nowenna Pompejańska, czyli od pasji do Pasji. | |
Informacje Doczy: 14 Sty 2008 Wiek: 36 Posty: 3140 (0,46/dzie) Piwa: 547 Skd: Strefa Zieleni  | Wysany: 22-12-2008, 19:53 | #595
|
| Na sam początek:
JA PIER**LE CO SIĘ TAM DZIAŁO
a teraz tak bardziej szczegółowo Piątek, godzina 11 wyruszam z domu na misję Thnunderdome. Już na początku spina niezła, bo korki na mieście jak cholera i się bałem, że poprostu nie zdążę na pociąg do Warszawy na szczęście się wyrobiłem, na farta bo na farta ale jednak w 4 osoby w Krk ładujemy się pociągu i jazda podróż mijała bardzo spokojnie, wszyscy w bardzo dobrych humorach, rozkmina co to będzie itp. Godzina 15 jesteśmy w Warszawie, udaliśmy się coś zjeść a potem do sklepu po zaopatrzenie na drogę, w sklepie dotarła do nas ekipa ze śląska i już wszyscy w komplecie udaliśmy się pod salę kongresową skąd miał być odjazd. Pod salą staliśmy dość długo, bo organizator utknął w korkach i spóźnił się jakieś 45 min. ale na szczęście kierowca autokaru wpuścił nas do środka bo na polu zimno, nawala deszcz ze śniegiem i wogóle lipa... rozładowaliśmy się w autokarze, każdy podjął swoją miejscówkę, gadka szmatka i pojawił się organizator Szybkie sprawdzenie listy i ruszamy. Podróż była dość męcząca bo 15 czy 16 h w autokarze to jednak trochę jest Na granicy z niemcami oczywiście psy się musiały przyczepić, prowadzili nas na jakiś parking na odludziu, tam sprawdzanie dowodów itp. Sprawdzanie potrwało jakieś 20 min. i ruszamy dalej Jak ruszyliśmy ja stwierdziłem, że trzeba się wkońcu coś przekimać i tak też zrobiłem jak wstałem to byliśmy już bardzo blisko granicy z Holandią, którą na szczęście przejechaliśmy bez żadnych kontroli itp. Dojeżdżamy do Utrechtu i pierwsze wrażenie: "ło kur** jak tu pusto ", bez kitu, żywej duszy na ulicy nie widać tylko co jakiś czas ktoś na rowerze lub skuterze przemknął. Jedziemy jeszcze kilka chwil i nagle ukazał się nam cel naszej podróży: hala Jaarbeurs Pierwsze wrażenie: "jaaaaakie to wielkie ". Dojechaliśmy na parking i zaczynamy przygodę w Holandii Na początku poszliśmy pod główny wjazd na parking przed halą gdzie na bramach widniał wielki napis THUNDERDOME. Tam zrobiliśmy sobie kilka fotek i ruszamy do Amsterdamu Uderzyliśmy na dworzec, zakupiliśmy bilety, cyk myk na peron, podjeżdża pociąg, wsiadamy i znowu mega zaskoczenie. Kur** jedziemy drugą klasą a u nas to chyba nawet prezydent czymś takim nie jeździ, w pociągu cichutko, nic nie trzeszczy, nie trzęsie, nie zgrzypi itp., jakby nie okna to można by się było nie zorientować czy pociąg już ruszył czy nie Dojeżdżamy do Amsterdamu i zaczynamy zwiedzanie a tam miaaazga, pełno ludzi, miasto mega kolorowe, poprostu pięknie Zaczęliśmy się kręcić tymi Holenderskimi uliczkami a tam co chwila uderzała nas niesamowicie mocna woń wylatująca z coffe shopów na sam początek za cel obraliśmy sobie Mid Town Shop tzn. sklep z najróżniejszymi gadżetami HS/HC z bardzo dużą przewagą na HC kurdeee... pracować w takim sklepie to coś pięknego, gość sobie gra HC z vinyli, nagłośnienie tam takie, że aż płucami rusza, czego chcieć więcej ? w sklepie zakupiłem sobie za całe 19 ojro koszulkę, reszta ekipy też porobiła sobie jakieś zakupy i ruszamy dalej zwiedzać po drodze oczywiście cały czas jesteśmy to z jednej strony to z drugiej uderzani niesamowitymi zapachami z coffeków (jak ja bym tak chciał mieć w Polsce ). Zrobiliśmy sobie przerwę na jakieś jedzonko czyt. kebab, którego goście przygotowywali dosłownie w niesamowitym tempie Zjedzone, więc ruszamy dalej... dzielnica czerwonych latarni ]:-> haha, zajebiście się tam chodzi, co krok to jakaś panienka puka w szybkę i zaprasza do środka (czemu ja miałem tak mało pieniędzy ? ) Tak chodzimy, chodzimy podziwiamy "widoki" i w którymś momencie spotkałem się z sytuacją o jakiej opowiadał mi kumpel ale jakoś nie mogłem uwierzyć a mianowicie idziemy sobie ulicą a tu stoi jakiś ciemnoskóry gość i do wszysktich przechodzących: "coce, extasy, coce, extasy" Dobra, opuszczamy dzielnię i ruszamy dalej Miejscem, w które ruszyliśmy okazał się oczywiście Coffe Shop Tam poczyniliśmy niezbyt wielkie ale za to niewiarygodnie mocne zakupy i tak już w wesołych humorkach powoli zaczynaliśmy się zbierać z Amsterdamu, zahaczyliśmy jeszcze o jakiś bar i attack na dworzec w drodze na dworzec nagle okazało się, że kolega Kidzior gdzieś zaginął dochodzimy na dworzec, próbujemy się dodzwonić ale ni hu*a, telefon wyłączony. No to stoimy na tym dworcu i czekamy na niego, kilka osób stwierdziło, że wraca do Utrechtu a my chyba w 6 albo 7 osób czekamy. Stoimy tak chwilę i nagle telefon, że Kidzior jest w pociągu z grupką co się odłączyła i już sobie zmierza do Utrechtu No to dobra wpadamy na dworzec, pociągi na szczęście kursują bardzo często więc nie było problemu w pociągu natknęliśmy się już na grupkę, która ewidentnie na celu też miała Thunderdome no nie dało się tego nie zauważyć dojechaliśmy do Utrechtu, zrobiliśmy jeszcze jakieś małe zakupy, które by nam się przydały na drogę powrotną i poszliśmy do autokaru Tam ostatnie przygotowania, odbiór biletów od organizatora i wogóle, wszystkim ciśnienie już bije do łba, ogólnie trochę korba Godzina jakoś 20:30, ja, koko i ktoś jeszcze wyszliśmy przed autokar na papierosa i wtedy nastała dosłownie kumulacja ciśnienia... na hali były chyba testy nagłośnienia bo jak zaczął nagle bass napier***ać to aż mnie ogarnął strach co to się będzie działo godzina 21 wyruszamy !! ja, koko i Thao stwierdziliśmy, że dłużej już nie wytrzymamy i idziemy pod wejścia do hali reszta ekipy została jeszcze w autokarze a my atakujemy... oczywiście pomyliliśmy sobie strony i poszliśmy centralnie na przeciwną stronę hali no więc trzeba było ją obejść dookoła co okazało się wcale nie taką szybką sprawą bo szliśmy chyba z 15 min Wkońcu trafiliśmy, dochodzimy a tam reszta ekipy, która mimo to, że została w autokarze ale wybrała dobrą drogę już czeka minęło parę minut i jest, wkońcu, nareszcie otwierają bramy sru, wbijamy jako jedni z pierwszych do środka i ustawiamy się w kolejkach do bramek. Tam staliśmy dość długo bo 30 min. to tak lekką ręką napewno... ale dobra, stoimy, stoimy i cyk, otwierają bramki wszyscy zaczynają się ładować do środka, sprawdzenie biletu raz, dwa i idziemy zanieść ubrania do szafek Pamiątkowa fota pod takim jakby mega wielkim plakatem Thunderdome i idziemy do kolejnych bramek tzn. tam gdzie robią przeszukanie czy się czegoś nie wnosi itp. Organizacja na szczęście była na super poziomie więc wszystko szło bardzo szybko, od momentu otwarcia pierwszych bramek do wejścia na miejsce gdzie już jest impreza minęło może z 10 min. A więc jesteśmy już w środku i wszystkich ogarnęła dosłownie euforia... w głowie dosłownie jedna myśl: "ja pier***e jestem tutaj, zaraz się to wszystko zacznie szybki zakup tokenów i zaczynamy zwiedzanie wchodzimy i znowu takie wrażenie, że mam przed sobą niewiarygodnie wielką przestrzeń, która zaraz całkowicie się zapcha ludźmi W środku wszystko wypas, sklepy z pamiątkami, dobrze rozlokowane bary, z każdej sceny do jakiegoś jest blisko Minęła chwila i nagle niespodziewana wiadomość, na scenie industrial nie wiadomo skąd ale napier***a już Day Mar No to jazda wbijamy i ja byłem poprostu w szoku, nagłośnienie masakra, aż się zastanawiałem czy serce mi wytrzyma, bo dosłownie aż człowiekiem trzęsło Pobyliśmy chwile na industrialach i idziemy dalej, poorientować się w terenie, gdzie, co i jak szybko zapamiętaliśmy gdzie jest która scena, gdzie bary, toalety, pamiętki itp. i wbijamy na Main, gdzie już swój set zaczynał Weapon X Nie pobyliśmy tam za długo tylko tak na chwilkę i jazda na industrial, akurat zaczął grać Negative A seta zagrał dosłownie miazga, coś pięknego, po godzince byłem już dobrze wymęczony Następnie wraz z Kidziorem wpadliśmy na ostatnie 20 min. seta Meccano Twins na main... ja pier*** O_o no pozamiatane, muzyka sama człowieka ruszała, poprostu nie dało się ustać w miejscu Doczekaliśmy do końca seta i trzeba było dotrzeć tam gdzie się jeszcze nie było tzn. na scenę Early weszliśmy idealnie w momencie gdy był zapowiadany Chosen Few gdzieś tak w połowie jego seta, stwierdziłem, że trzeba iść zebrać siły na live act Endymion vs. Nosferatu w tym momencie zaczęła się moja samotna przygoda na imprezie, no bo w tym tłumie nie było mowy o znalezieniu kogokolwiek no więc samotna wbitka na main, Evil kończył grać i czekamy na live act wejście mieli dosłownie masakra, do czasu ich seta nie było wogóle laserów, a podczas intra dla Endymiona i Nosferatu (którym było Psychiatric Ass ]:-> ) jak to wszystko ruszyło O_o jaaaaaaa miazgaaaaa, w życiu czegoś takiego nie widziałem co do seta to muzycznie można było mieć kilka zastrzeżeń ale show jakie zrobili było nie do opisania dosłownie wszystko; ogień, dym, światła, lasery, wizualizacje... poprostu coś pięknego no i do tego ten widok całego parkietu nawalającego hakke niedoopisania widok. Po tym secie szybko do baru, 2x Go Fast, w międzyczasie spotkałem kogoś z ekipy, chwila gadki i lecę dalej na main (sam bo reszta poszła na jakąś inną scenę) gdzie seta już klecił Mad Dog jak stałem jeszcze przy barze to wiedziałem, że muszę tam być bo zaczynał Disorderem, więc stwierdziłem, że nie mogę tego opuścić I nie zawiodłem się, set był poprostu piękny, jakby układany specjalnie dla mnie, usłyszałem wszystkie najlepsze produkcje jednego z moich ulubionych DJ... Dangerous, Last Motherfucker, Nasty, Payback Time, Awful Sound... No i na koniec zagrał Welcome Down <3 poczólem się wtedy poprostu cudownie, że... no to się w pale nie mieści no nie jestem w stanie określić tego żednym słowem... w to wszystko wmieszane takie takie bereto kasowniki jak Catastrophes czy Worldwide Crisis Amnesysa... Secik Mad Doga uważam za 2 co do najlepszych na imprezie a 1 to... się dowiecie za chwile no więc po tym secie wymęczony do granic wytrzymałości udałem się znowu do baru a tak znowu 2x Go Fast popijałem, stałem sobie przy końcu parkietu main i obcinałem co się tam dzieje przy seciku D-Passion postałem chwilę, poszedłem na industrial, troszkę zdarłem buty i wracam pod bar Tam spotkałem kilka osób od nas, gadka szmatka i niewiarygodne ciśnienie bo zaraz na scene wchodzą Noize Suppressor ]:-> jak D-Passion miał ostatnie 5 min. swojego seta to zacząłem się montować pod scenę bo stwierdziłem, że to poprostu trzeba zobaczyć z bliska Zapowiedź NS, patrzę a tu obok mnie Kidzior stoi No to fajnie, dobrze mieć kogoś znajomego koło siebie. Ale co do seta... jedno wielkie JA PIERDOLE !! to było poprostu niewiarygodne Bike jest świrem, wariatem, ma niewiarygodny kontakt z publicznością i widać, że granie sprawia mu wielką przyjemność. Ale najważniejsze... Bike cały czas grał na czymś co nie wiem jak się nazywa fachowo ale wyglądało to jak elektroniczna perkusja poprostu zamiast bębnów itp. były tam takie cosie co jak w nie przyjebał to dawało każdy odpowiedni kick wyobrażacie sobie Bone Crushera gdzie uderzenia są grane właśnie w taki sposób a tylko melo leci z płytki ? wierzcie mi, że nie jesteście w stanie, ja byłem dosłownie w mega szoku jak na to patrzyłem A co najlepsze tak zagrali 3/4 kawałków... Kurwa jak zaczął wybijać uderzenia do Fire to dosłownie ocipiałem !! I to był właśnie SET IMPREZY NR. 1 !! jahaha a Fingherz to mi dosłownie przewiercił łeb na wylot Po tym secie poczułem coś takiego, że poprostu JUŻ spełniły się moje marzenia a co będzie dalej to będzie ponad stan, coś czego bym się w życiu nie spodziewał Ale dalej... NS skończyli (szkoda, że tylko 30 min. grali bo to było poprostu piękne) a my udaliśmy się do baru oczywiście Go Fast w łape i nabieramy energii bo jeszcze wiele przed nami Nadszedł czas na wysęp duetu Vince & Predator, wbiliśmy się na tyły parkietu i obserwowaliśmy kilkanaście minut efekty wizualne (spod sceny mało widać) a były miażdżące laserki tnące przestrzeń, światła i to wszystko dosłownie dawało niesamowity efekt postaliśmy tak chwilę, Go Fast się skończył to monterka w głąb parkietu i napierdzielamy razem z tym całym tłumem W życiu bym się po sobie nie spodziewał, że jestem w stanie tańczyć tyle godzin cały czas do HC Po secie tradycyjnie znowu do baru i jazda dalej na parkiet na ostatni występ tej nocy czyli DJ Promo miejscówa podjęta dość blisko sceny (nie pod samiutką ale dość blisko także Promo był idealnie widoczny ) co do niego to jest tak jakby całkowitym przeciwieństwem Bike'a z NS Bike tam świrował, rzucał się dosłownie za tym sprzętem a Promo grał w idealnym spokoju. Całkowite opanowanie, skupienie co IMO poskutkowało świetnym setem wiem, że wielu osobom się on nie podobał ale jak dla mnie był super nie mogło zabraknąć oczywiście takich wałków jak The Tablet czy Demons ]:-> no i końcówka seta... Unexist & D-Passion - Bring The Noise i D-Passion & Promo - Last Track Of The Night były dosłownie zabójcze w życiu nie widziałem czegoś takiego jak to co się działo wtedy na parkiecie, wszyscy osiągnęli taką prędkość, że zwykły śmiertelnik by się po 30 sek. skończył Poprostu piękne zakończenie tej cudnej nocy Granie się skończyło, nagle ni stąd ni z owąt trafiłem na sporą część ekipy, udaliśmy się do szatni, zebraliśmy swoje rzeczy, a właściwie wszyscy zebrali a moje już były w autokarze bo Pumba wyszedł trochę wcześniej a że miałem bluzę w jego szafce to mi wziął odrazu i do autokaru posiedzieliśmy chwilę w autokarze i ruszamy do Polski. Droga powrotna mijała dość szybko bo większość czasu się kimało lub osiągało taki stan pół jawa - pół sen. 21 z minutami - jesteśmy w Poznaniu, udajemy się na dworzec, kupiliśmy bilety, a że mieliśmy jeszcze chyba 1,5 h do pociągu to się troszkę rozeszliśmy, część do KFC część gdzie tam sobie chciała Na jakieś 45 min. przed odjazdem z Poznania zasiedliśmy jeszcze w hmm... jakby to nazwać czymś co miało być chyba ogródkiem przy barze i spaliliśmy sobie tam jeszcze ostatni z holenderskich specjałów :)Potem już na peron, wbitka do pociągu, przedziały oczywiście kurwa pozajmowane więc trzeba siedzieć na korytarzu W pociągu się jeszcze zdążyłem bardzo okrutnie zaprawić gorzałą, obudziłem się nagle w KRK, wybijamy z pociągu i jak byłem mniej więcej pod galerią to skumałem, że mi chyba MP3 wypadła w pociągu... no ale cóż Spod galerii na szczęście mnie ojciec odebrał samochodem bo bym chyba nie dojechał autobusem do domu Tak się oto skończyła moja przygoda z THUNDERDOME.
A teraz parę słów już nie o graniu itp. lecz tak poprostu moje spostrzeżenia Holendrzy są mega ciekawymi ludźmi, przez spory kawałek czasu jak sam pocinałem tam po hali przewinąłem kilka ciekawych dialogów (taką łamaną angielszczyzną z jednej jak i drugiej strone ) z osobami, które pierwszy raz na oczy widziałem a gadało się jakbyśmy się znali spory kawałek czasu wogóle wszyscy nastawieni przyjaźnie, kogoś przypadkiem się popchnie na parkiecie, spoko, luzik bawimy się dalej a jedna sytuacja mnie rozłożyła na łopaty jestem sobie gdzieś tak mniej więcej na środku parkietu na mainie, balety twarde, podbija jakiś gość, i po angielsku mówi, że jest z Holandii i pyta skąd ja jestem, no to mu mówię, że z Polski a ten do mnie zaczyna po Polsku nawijać nie umiał gość idealnie języka ale dogadać się z nim nie było problemu
Generalnie spędziłem najbardziej zajebistą noc w swoim krótkim życiu i myślę, że wiele osób też może śmiało coś takiego powiedzieć Dziękuję całej hardcore'owej ekipie za te kilka pięknych chwil i mam nadzieję, że za niedługo znów się spotkamy na jakiejś ostrej mega imprezie
POZDRO !! | _________________

 Peee I Wuuu O PIWO, lubie schłodzone wiesz pić je na żywo | |