Informacje Do³±czy³a: 14 Lip 2007 Wiek: 39 Posty: 10344 (1,48/dzieñ) Piwa: 781 Sk±d: Wroc?aw  | Wys³any: 17-06-2010, 22:05 | #109
|
|
Od kilku lat, lato w Holandii nie rozpoczyna się 22 czerwca, lecz kilka dni wcześniej, wraz z otwarciem bram na Defqon.1. Właśnie w tym czasie, w Almere Strand odbywa się ten kultowy już festiwal. W tym roku zorganizowano go już po raz ósmy i jak zwykle, chyba żaden z uczestników nie był zawiedziony tym, co przygotowało Q-Dance. Zadanie to nie było łatwe do zrealizowania, ponieważ osoby, które kupiły bilety pokładały wielkie nadzieje w tym, co zobaczą (i usłyszą) na miejscu. Świadczyć może o tym to, że 45 tys. wejściówek sprzedało się w ciągu godziny od rozpoczęcia sprzedaży.
Defqon.1 oprócz tego, że jest największą imprezą organizowaną przez Q-Dance, jest wyjątkowy także z wielu innych powodów. Jednym z nich jest to, że od niego rozpoczyna się sezon letni, wypełniony ogromną ilością open air'ów, które holenderskie agencje organizują nie tylko w swoim rodzimym kraju, ale także u swoich sąsiadów - m.in. Belgii.
Tegoroczny Defqon.1 nie odstawał od swoich poprzedników i również był zorganizowany z ogromnym rozmachem. Będąc już w środku, podobnie jak w zeszłym roku, można było pobrać na telefon specjalną aplikację, w której znajdowała się m.in. mapa, time table, a także informacje, które telefon pobierał z Internetu na bieżąco. Już od początku, w oczy rzucała się ogromna konstrukcja mainstage, która chociaż skromniejsza od zeszłorocznej, robiła ogromne wrażenie - szczególnie podczas show kończącego imprezę. Sporo zmian zaszło w rozmieszczeniu poszczególnych scen. I tak na przykład scena Black, po raz pierwszy nie znajdowała się w namiocie, a na otwartym powietrzu. W tym miejscu warto zaznaczyć, że organizatorzy chyba nie do końca przemyśleli "układ" imprezy. Sceny Blue i Black, które cieszą się (oprócz Red) największym powodzeniem, znajdowały się na przeciwległych końcach terenu imprezy, co w praktyce oznaczało to, że ogromna ilość ludzi była zmuszona do wielokrotnego maszerowania dobrych kilka, a nawet kilkanaście minut, aby dotrzeć na miejsce. Z kolei położenie mainstage, należy uznać za duży plus. Znajdowała się ona dokładnie po środku, co znacznie ułatwiło wydostanie się z Almere Strand po zakończeniu imprezy, jednym z trzech wyjść. Uniknięto w ten sposób sytuacji, która zaistniała w zeszłym roku, kiedy to większość uczestników festiwalu, rzuciło się do najbliższego wyjścia
Oprócz narażenia ludzi na długie wycieczki, organizacja tradycyjnie stała na bardzo wysokim poziomie. Od jakiegoś czasu na imprezach Q-Dance można zaobserwować, że coraz więcej tokenów (żetonów, które pełnią funkcję środka płatniczego) sprzedaje się nie w kasach, a za pomocą specjalnych automatów. Defqon.1 jest idealnym przykładem, dlaczego takie rozwiązanie jest sensowne. Dzięki niemu bowiem, znacznie skrócono kolejki, w których niejednokrotnie trzeba było odstać kilka minut. Świetnie zorganizowano także zaplecze gastronomiczne. Oprócz barów z napojami, frytkami, pizzą czy też hamburgerami, bez problemu można było skosztować m.in. kuchni azjatyckiej, czy też tureckich kebabów. Co ciekawe, nad pracą barmanów cały czas czuwali managerowie, którzy potrafili wyrzucić kubek z pepsi, jeśli tej było w nim za mało.
Oczywiście oprócz muzyki, Q-Dance przygotowało sporo innych atrakcji, które doskonale podkreślają wyjątkowy charakter imprezy. Podobnie jak w zeszłym roku, można było zobaczyć jak powstaje rzeźba z piasku, skoczyć na bungee lub... zerwać maskotkę z drzewa lub słupa, na których powieszono ich niezliczoną ilość. Dodatkowo przygotowano naprawdę sporo miejsc do odpoczynku, a co szczególnie ważne osłonięto je tak, aby każdy mógł znaleźć chłodniejsze, zacienione miejsce.
Oprawa muzyczna imprezy, jak zwykle jest naprawdę trudna do ocenienia. Wynika to z faktu, że Defqon.1 oferował w tym roku aż 11 scen (w tym Heineken Star Club, która z zewnątrz robiła naprawdę duże wrażenie) i nie sposób było znaleźć się na każdej z nich. Standardowo artyści zagrali sporo nowych kawałków, m.in. hymn De Q-Dance Feestfabriek stworzony przez duet D-Block S-Te-Fan oraz MC Villain i DV8.
Pierwsza godzina była swego rodzaju rozgrzewką, co przejawiało się niezbyt dużą frekwencją, a także tym, że nagłośnienie grało w tym czasie "na pół gwizdka". Było tak i w przypadku seta Thilo & Evanti, a także podczas występu Neophyte, który mimo wczesnej pory zagrał kilka mocnych pozycji. W późniejszych godzinach było oczywiście o wiele głośniej, a głośniki L'acoustics jak zwykle radziły sobie bez zarzutu. Oczywiście, nawet najlepszy sprzęt może odmówić posłuszeństwa. Podczas seta Dustina Zahna doszło do tego, że sprzęt na chwilę się wyłączył, ponieważ artysta chyba nieco przecenił możliwości współczesnej techniki
Świetnie prezentował się namiot Grey, gdzie można było usłyszeć m.in. early rave. Przez kilkanaście godzin trwania imprezy pojawiła się tam cała plejata gwiazd, które postawiły poprzeczkę naprawdę bardzo wysoko. Jednym z przykładów jest Yves, którego występ był wypełniony doskonale znanymi klasykami. Od samego początku największy ścisk panował jednak w namiocie Blue, do którego czasami bardzo trudno było się dostać. Trudno się dziwić, ponieważ cały czas można było tam usłyszeć świetne kawałki. Jednym z najlepszych setów całej imprezy okazał się być ten zagrany przez Zanyego, który pojawił się we wspomnianym wyżej namiocie. W trackliście znalazło się sporo dobrych produkcji, przede wszystkim tych wydanych nakładem labelu Fusion.
Z kolei Tatanka, który pojawił się za konsoletą zaraz po Zanym, zagrał znacznie poniżej oczekiwań. Podczas jego występu sporo osób zamiast się bawić, postanowiło usiąść i odpocząć. Szkoda, bo był to jeden z nielicznych reprezentantów Włoch na Defqon.1. Śmiało można stwierdzić, że Technoboy lub Zatox poradziliby sobie na jego miejscu o wiele lepiej. W czasie kiedy, w namiocie Blue grał Tatanka, na scenie Orange pojawił się jeden z najwybitniejszych artystów ostatnich lat - Fausto. O ile wcześniej nie osłonięta żadnym namiotem scena, cieszyła się średnim zainteresowaniem, to po pojawieniu się tego artysty, bardzo szybko zaczęło się na niej bawić o wiele więcej niż dotychczas osób.
O godzinie 17:30 na mainstage pojawili się Charly Lownoise i Mental Theo, którzy na godzinę diametralnie zmienili charakter tego miejsca. Po kilku godzinach hardstyle'u, nagle można tam było usłyszeć bogaty przekrój klasyków (m.in. nieśmiertelne Hardcore Vibes i Bad Dreams Isaac'a), podobnie jak na wspomnianej wcześniej scenie Grey. Od godziny 18:30, na głównej arenie Defqon.1 pojawili się chłopaki z Noisecontrollers. Zaprezentowali się o wiele lepiej niż choćby na Qlimax 2009, ale ich występ nie był już tak dobry jak ten, który można było zobaczyć podczas tegorocznego In Qontrol. Nie oznacza to bynajmniej, że zagrali źle.
O wiele lepiej wypadli natomiast przedstawiciele Scantraxx, a mianowicie D-Block & S-Te-Fan. Przygotowana przez nich tracklista, była szczelnie wypełniona kawałkami stworzonymi lub zremixowanymi przez ten duet. Standardowo pojawił się m.in. Music Made Addictz i Ride With Uz. Oczywiście już wtedy wszyscy czekali na finał dnia, czyli występ Wildstylez . Od razu należy podkreślić, że jego występ jednym podobał się bardziej niż zeszłoroczna końcówka, a inni uznali, że to już nie to. Faktem jest jednak to, że zarówno Headhunterz (który w zeszłym roku zagrał jako ostatni) jak i Wildstylez, grają w bardzo podobnym stylu i trudno oceniać ich umiejętności wyłącznie na podstawie tracklisty.
Na koniec, każdy mógł zobaczyć niezwykle efektowne show, przepełnione pirotechniką i pokazem możliwości laserów, któremu brakowało tylko jednego - Ruffiana. DV8, który zajął w tym roku jego miejsce, niestety nie potrafi tak dobrze poprowadzić imprezy i nadać jej odpowiedniego klimatu. Na pocieszenie trzeba jednak dodać, że Ruffian (który jakiś czas temu popadł w konflikt z agencją blokingową Platinum Agency), ponownie pojawi się na evencie, w którego organizację zamieszane jest Q-Dance - będzie to sierpniowe Mysteryland.
Nie sposób opisać słowami klimatu, jaki panuje na tym wyjątkowym evencie. Trudno także opisać wszystko, co można tam zobaczyć. Aby dowiedzieć się jak "smakuje" to danie, trzeba tam po prostu pojechać i przeżyć na własnej skórze, która swoją drogą, jest wystawiona na ciężką próbę, będąc narażoną na wysokie temperatury przez kolejnych kilkanaście godzin. Sezon open air'ów właśnie się rozpoczął, dlatego powinno się wziąć sobie do serca hasło przewodnie tegorocznego Defqon.1. Brzmi ono "No time to waste" i oznacza "Nie ma czasu do stracenia". Aby go nie tracić, warto już teraz zastanowić się, jak wykorzystać i gdzie pojechać przez najbliższe, wakacyjne miesiące.
Plusy:
- klimat - Almere Strand - różnorodność gatunków muzycznych i ilość scen - gastronomia - jak zwykle organizacja i nagłośnienie - wszystkie drobne detale, które nadają charakteru imprezie
Minusy:
- zbyt mało przedstawicieli włoskiej sceny muzycznej - odległość pomiędzy scenami Blue i Black - trwa zbyt krótko
tekst: Mateusz Bałdys (electrownia.pl) foto: q-dance
relacja z eletrowni
mam pytanie! co to sa za budynki czy cot o jest na 2 zdjeciu od gory , z prawej strony takie bezowe widac | _________________
>>LiFe Is ToO sHoRt 4 BoRiNg MuSiC<< | |