Witaj na Hardstyle & Hardcore!


Aby wejść do panelu należy się zalogować!
Zarejestruj się lub

Logowanie

Regulamin

1. Na forum wymieniamy swoje poglady oraz opinie na dany temat. Jednak robimy to w sposb pokojowy.
2. Cierpliwo i tolerancja. Nie wszystko o co poprosisz dostaniesz w ten sam dzie. Czasami trzeba poczeka.
3. Czytaj uwanie posty. Staraj sie nie zadawa pyta ktre byo zadawane 20 razy w tym samym temacie.
4. Jako e nie kady regulamin jest perfekcyjnym ideaem, zatem administrator oraz moderator forum -dla dobra narodu- moe ukara ostrzeeniem uytkownika, jeeli uzna to za suszne.
5. W razie wszelkich watpliwosci pisa na PW do Administratora lub Moderatora.
Wiecej!


 Ogoszenie 
HardForum.info.pl


*jesli nie masz konta na HF V1 to do poczytania jest konto: test, haslo: test


HardForum.info.pl
Punkty otrzymane przez uytkownika: Salvo
11-05-2011, 07:21: SchizeQ[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 08:43: LukasH[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 10:07: ResQ[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 10:20: remik09[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 11:29: NoiseNavigator[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 14:28: vulcan[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 14:55: tiz[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 15:21: ROoZi[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 15:28: ROoZi[ USU ]
[b:73a5f49379]remik09[/b:73a5f49379] ---> W żadnym razie nie można i nie wolno tuszować, że muzyka hard jest ciężka, tyczy się więc to również hardstyle'u. Chodziło mi o co innego. Spróbuj zrobić rozeznanie wśród znajomych, dla których taka muzyka jest zupełnie obca i pozornie nie do słuchania/bawienia się. Jestem pewien lub prawie pewien, że nie przyciągniesz na ciemną stronę mocy :-) nikogo potężnymi kickowo-basowymi wejściami, ba - spotkasz się z jeszcze wyraźniejszymi opiniami, że to bezwładna łupanina. Możesz mi wierzyć na słowo, że również i ja wprost niesamowicie uwielbiam nagłe potężne wejścia, ale żeby zacząć się tym, hm, delektować :-), trzeba najpierw tę muzykę poznać.

Nie chodzi mi o propagowania softstyle'u i softcore'u (?!) ;-), bo przecież nie o to tutaj chodzi, tylko pokazanie klubowiczom słuchającym/bawiącym się się przy trance, house czy dance, że tak naprawdę to nie te gatunki porywały ich do maksymalnego tańca i że to właśnie hardstyle jest tym, co naprawdę pozwala się wyszaleć. Jestem również fanem uplifting trance'u, od wielu lat. Co cechuje ten gatunek? Melodyjność, epickość, A tego w NU hardstyle'u jest aż nadto! Z dance'm sprawa jest oczywista - ludzie potrzebują znanych i rozpoznawanych melodii. Jestem zdania, że ŻADEN inny gatunek nie ma tak WSPANIAŁYCH melodii jak właśnie NU hardstyle. Hardstyle'owi producenci są po prostu genialni i to jest wprost niewiarygodne, że nie możemy ich twórczości rozpropagować w Polsce!

Patrzmy dalej - fani house'u, nie licząc tych szczególnych zapaleńców, to z reguły po prostu miłośnicy klubowego grania, którzy często posłuchają tego, co im się puści. :-) Z kolei early hardstyle czy hardcore to przecież może być świetna przynęta na fanów techno, którym zbyt mały bpm przejadł się przez lata i chcą czegoś nowego. To wszystko trzeba tylko zgrabnie połączyć, wyjść z tym do ludzi i cieszyć się rosnącą sceną hardową w Polsce! Wiem, marzyć każdy może, ale cholera - zagłębiając się coraz w bardziej hardowych undegroundzie, tylko pogłębimy problem!

Spotkałem się z opiniami chyba nawet w tym wątku, że może by zacząć robić imprezy w lesie - stroboskop, estradówki i te sprawy. ;-) Jasne, to może być fajna sprawa, ale to kolejny krok w złym kierunku. Panowie, chyba nikt mi nie powie, że wolelibyście pobawić się w wąskim gronie na jakimś zadupiu, niż zebrać się z 2-3 razy do roku w dużej hali, przeboleć tych trochę przypadkowych, mało zorientowanych w hardstyle'u/hardcorze osób, ale za to bawić się jak na Toxicatorze albo i lepiej?

Brak mi środków i możliwości, by coś robić w tym kierunku, ale chęci DJskie i organizacyjne są. Myślę, że jeśli znajdzie się więcej osób, którzy wykażą te chęci i ogromną determinację, to i gdzieś nagle wyłoni się ktoś kto będzie miał odpowiednią myśl i rzecz jasna fundusze, by podjąć jeszcze jedną próbę reanimacji hardów.

Mam też nadzieję, że nawet jeśli rzeczywiście z czasem coś ruszyłoby się z hardami u nas w Polsce, to wyrażam głębokie nadzieje, że nie stałoby się to kosztem fanów tych najcięższych odmian hardów. Mimo że hardcore na Toxicatorze zupełnie mnie nie przekonał i uważam, że nie przekona też osób unikających omawianych tu gatunków muzcznych, to doskonale zdaję sobie sprawę, że nie można go spychać na daleki plan. Na plan dalszy - niestety, ale uważam, że na ten moment tak się powinno zrobić. Siłą napędową może być hardstyle, zaś hardcore jego mocnym dopełnieniem, vide druga scena na imprezie plus najlepsi przedstawiciele gatunku na main stage, ale w ilości mniejszej niż reprezentanci hardstyle'u. Doprowadzanie do sytuacji, że hardcore'u na imprezie będzie więcej, nie zatrzymamy tych, którzy przybyli na nią dość przypadkowo. Ale może potem? W końcu o gustach się nie dyskutuje, nie takie zmiany kultury muzycznej w przeszłości się obserwowało. :) Początek hardowego rozhulania jednak musi być inny.
11-05-2011, 15:37: tiz[ USU ]
[b:73a5f49379]remik09[/b:73a5f49379] ---> W żadnym razie nie można i nie wolno tuszować, że muzyka hard jest ciężka, tyczy się więc to również hardstyle'u. Chodziło mi o co innego. Spróbuj zrobić rozeznanie wśród znajomych, dla których taka muzyka jest zupełnie obca i pozornie nie do słuchania/bawienia się. Jestem pewien lub prawie pewien, że nie przyciągniesz na ciemną stronę mocy :-) nikogo potężnymi kickowo-basowymi wejściami, ba - spotkasz się z jeszcze wyraźniejszymi opiniami, że to bezwładna łupanina. Możesz mi wierzyć na słowo, że również i ja wprost niesamowicie uwielbiam nagłe potężne wejścia, ale żeby zacząć się tym, hm, delektować :-), trzeba najpierw tę muzykę poznać.

Nie chodzi mi o propagowania softstyle'u i softcore'u (?!) ;-), bo przecież nie o to tutaj chodzi, tylko pokazanie klubowiczom słuchającym/bawiącym się się przy trance, house czy dance, że tak naprawdę to nie te gatunki porywały ich do maksymalnego tańca i że to właśnie hardstyle jest tym, co naprawdę pozwala się wyszaleć. Jestem również fanem uplifting trance'u, od wielu lat. Co cechuje ten gatunek? Melodyjność, epickość, A tego w NU hardstyle'u jest aż nadto! Z dance'm sprawa jest oczywista - ludzie potrzebują znanych i rozpoznawanych melodii. Jestem zdania, że ŻADEN inny gatunek nie ma tak WSPANIAŁYCH melodii jak właśnie NU hardstyle. Hardstyle'owi producenci są po prostu genialni i to jest wprost niewiarygodne, że nie możemy ich twórczości rozpropagować w Polsce!

Patrzmy dalej - fani house'u, nie licząc tych szczególnych zapaleńców, to z reguły po prostu miłośnicy klubowego grania, którzy często posłuchają tego, co im się puści. :-) Z kolei early hardstyle czy hardcore to przecież może być świetna przynęta na fanów techno, którym zbyt mały bpm przejadł się przez lata i chcą czegoś nowego. To wszystko trzeba tylko zgrabnie połączyć, wyjść z tym do ludzi i cieszyć się rosnącą sceną hardową w Polsce! Wiem, marzyć każdy może, ale cholera - zagłębiając się coraz w bardziej hardowych undegroundzie, tylko pogłębimy problem!

Spotkałem się z opiniami chyba nawet w tym wątku, że może by zacząć robić imprezy w lesie - stroboskop, estradówki i te sprawy. ;-) Jasne, to może być fajna sprawa, ale to kolejny krok w złym kierunku. Panowie, chyba nikt mi nie powie, że wolelibyście pobawić się w wąskim gronie na jakimś zadupiu, niż zebrać się z 2-3 razy do roku w dużej hali, przeboleć tych trochę przypadkowych, mało zorientowanych w hardstyle'u/hardcorze osób, ale za to bawić się jak na Toxicatorze albo i lepiej?

Brak mi środków i możliwości, by coś robić w tym kierunku, ale chęci DJskie i organizacyjne są. Myślę, że jeśli znajdzie się więcej osób, którzy wykażą te chęci i ogromną determinację, to i gdzieś nagle wyłoni się ktoś kto będzie miał odpowiednią myśl i rzecz jasna fundusze, by podjąć jeszcze jedną próbę reanimacji hardów.

Mam też nadzieję, że nawet jeśli rzeczywiście z czasem coś ruszyłoby się z hardami u nas w Polsce, to wyrażam głębokie nadzieje, że nie stałoby się to kosztem fanów tych najcięższych odmian hardów. Mimo że hardcore na Toxicatorze zupełnie mnie nie przekonał i uważam, że nie przekona też osób unikających omawianych tu gatunków muzcznych, to doskonale zdaję sobie sprawę, że nie można go spychać na daleki plan. Na plan dalszy - niestety, ale uważam, że na ten moment tak się powinno zrobić. Siłą napędową może być hardstyle, zaś hardcore jego mocnym dopełnieniem, vide druga scena na imprezie plus najlepsi przedstawiciele gatunku na main stage, ale w ilości mniejszej niż reprezentanci hardstyle'u. Doprowadzanie do sytuacji, że hardcore'u na imprezie będzie więcej, nie zatrzymamy tych, którzy przybyli na nią dość przypadkowo. Ale może potem? W końcu o gustach się nie dyskutuje, nie takie zmiany kultury muzycznej w przeszłości się obserwowało. :) Początek hardowego rozhulania jednak musi być inny.
11-05-2011, 16:26: Bodzio[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 17:14: taszan[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
11-05-2011, 17:24: taszan[ USU ]
[b:73a5f49379]remik09[/b:73a5f49379] ---> W żadnym razie nie można i nie wolno tuszować, że muzyka hard jest ciężka, tyczy się więc to również hardstyle'u. Chodziło mi o co innego. Spróbuj zrobić rozeznanie wśród znajomych, dla których taka muzyka jest zupełnie obca i pozornie nie do słuchania/bawienia się. Jestem pewien lub prawie pewien, że nie przyciągniesz na ciemną stronę mocy :-) nikogo potężnymi kickowo-basowymi wejściami, ba - spotkasz się z jeszcze wyraźniejszymi opiniami, że to bezwładna łupanina. Możesz mi wierzyć na słowo, że również i ja wprost niesamowicie uwielbiam nagłe potężne wejścia, ale żeby zacząć się tym, hm, delektować :-), trzeba najpierw tę muzykę poznać.

Nie chodzi mi o propagowania softstyle'u i softcore'u (?!) ;-), bo przecież nie o to tutaj chodzi, tylko pokazanie klubowiczom słuchającym/bawiącym się się przy trance, house czy dance, że tak naprawdę to nie te gatunki porywały ich do maksymalnego tańca i że to właśnie hardstyle jest tym, co naprawdę pozwala się wyszaleć. Jestem również fanem uplifting trance'u, od wielu lat. Co cechuje ten gatunek? Melodyjność, epickość, A tego w NU hardstyle'u jest aż nadto! Z dance'm sprawa jest oczywista - ludzie potrzebują znanych i rozpoznawanych melodii. Jestem zdania, że ŻADEN inny gatunek nie ma tak WSPANIAŁYCH melodii jak właśnie NU hardstyle. Hardstyle'owi producenci są po prostu genialni i to jest wprost niewiarygodne, że nie możemy ich twórczości rozpropagować w Polsce!

Patrzmy dalej - fani house'u, nie licząc tych szczególnych zapaleńców, to z reguły po prostu miłośnicy klubowego grania, którzy często posłuchają tego, co im się puści. :-) Z kolei early hardstyle czy hardcore to przecież może być świetna przynęta na fanów techno, którym zbyt mały bpm przejadł się przez lata i chcą czegoś nowego. To wszystko trzeba tylko zgrabnie połączyć, wyjść z tym do ludzi i cieszyć się rosnącą sceną hardową w Polsce! Wiem, marzyć każdy może, ale cholera - zagłębiając się coraz w bardziej hardowych undegroundzie, tylko pogłębimy problem!

Spotkałem się z opiniami chyba nawet w tym wątku, że może by zacząć robić imprezy w lesie - stroboskop, estradówki i te sprawy. ;-) Jasne, to może być fajna sprawa, ale to kolejny krok w złym kierunku. Panowie, chyba nikt mi nie powie, że wolelibyście pobawić się w wąskim gronie na jakimś zadupiu, niż zebrać się z 2-3 razy do roku w dużej hali, przeboleć tych trochę przypadkowych, mało zorientowanych w hardstyle'u/hardcorze osób, ale za to bawić się jak na Toxicatorze albo i lepiej?

Brak mi środków i możliwości, by coś robić w tym kierunku, ale chęci DJskie i organizacyjne są. Myślę, że jeśli znajdzie się więcej osób, którzy wykażą te chęci i ogromną determinację, to i gdzieś nagle wyłoni się ktoś kto będzie miał odpowiednią myśl i rzecz jasna fundusze, by podjąć jeszcze jedną próbę reanimacji hardów.

Mam też nadzieję, że nawet jeśli rzeczywiście z czasem coś ruszyłoby się z hardami u nas w Polsce, to wyrażam głębokie nadzieje, że nie stałoby się to kosztem fanów tych najcięższych odmian hardów. Mimo że hardcore na Toxicatorze zupełnie mnie nie przekonał i uważam, że nie przekona też osób unikających omawianych tu gatunków muzcznych, to doskonale zdaję sobie sprawę, że nie można go spychać na daleki plan. Na plan dalszy - niestety, ale uważam, że na ten moment tak się powinno zrobić. Siłą napędową może być hardstyle, zaś hardcore jego mocnym dopełnieniem, vide druga scena na imprezie plus najlepsi przedstawiciele gatunku na main stage, ale w ilości mniejszej niż reprezentanci hardstyle'u. Doprowadzanie do sytuacji, że hardcore'u na imprezie będzie więcej, nie zatrzymamy tych, którzy przybyli na nią dość przypadkowo. Ale może potem? W końcu o gustach się nie dyskutuje, nie takie zmiany kultury muzycznej w przeszłości się obserwowało. :) Początek hardowego rozhulania jednak musi być inny.
11-05-2011, 18:03: ROoZi[ USU ]
[b:73e1d3db86]Gife[/b:73e1d3db86] ---> I to jest błąd! Wypinanie sie na ewoluujący hardstyle nie jest niczym dobrym. Jestem zdania, że stwierdzenie, że w Polsce nigdy nie będzie drugiego Qlimaxa, jest tak samo realne tudzież nierealne jak opinia, iż to tylko kwestia czasu, aż drugi "Qlimax" u nas zagości w jednej z dużych hal. Skoro tam powstała taka kultura, to znaczy, że były ku temu odpowiednie warunki i właściwi ludzie, którzy taką inicjatywę stworzyli i rozwinęli ją w dobrym kierunku.

Wcześniej w Polsce był szał na techno, teraz to nieco przeminęło, mamy house, więc dlaczego nie może przyjść era hardstyle'u? A wraz z nią, jako twardy towarzysz - hardcore. Kwestia tak ukazać ludziom tę muzykę, żeby zapaliła im się lampka "o, to jest fajne!". NU hardstyle naprawdę świetnie się do tego nadaje, porównując choćby do przecież znacznie bardziej surowego techno. Techno ma MayDay, który od lat świetnie przędzie i ściąga co roku tysiące osób do Spodka. A podkreślam raz jeszcze, że rozpromowanie techno na 100% jest trudniejsze od rozpromowania hardstyle'u.

To nie są przemiany, których da się dokonać paroma większymi imprezami i jednym eventem. Tu konieczne jest stworzenie od nowa całej otoczki wokół kultury hardstyle w Polsce. Na pewno Enigmato, Driver czy ResQ starają się jak mogą, ale chcą też przy tym spełnić oczekiwania zatwardziałych fanów hardstyle'u oraz hardcore'u w Polsce, czyli wielu z Was. I bardzo dobrze - grają inaczej niż zachodni DJe hardstyle'owi i nie powinni od tego odchodzić. Gwarantują też organizatorowi, że dla nich przyjdzie u nas sporo osób. Teraz trzeba postawić fundamenty pod NU hardstyle. Byłoby świetnie, gdyby znalazło się więcej ludzi, którzy chcą jakoś nasze hardy ruszyć, bo może wówczas udałoby się coś wykminić. :-) Tak czy inaczej potrzeba czasu - i chęci, chęci i jeszcze raz chęci. A to wszystko mogłoby się dziać również z korzyścią dla fanów hardcore'u i early hardstyle.
11-05-2011, 18:29: Esio[ USU ]
[b:73e1d3db86]Gife[/b:73e1d3db86] ---> I to jest błąd! Wypinanie sie na ewoluujący hardstyle nie jest niczym dobrym. Jestem zdania, że stwierdzenie, że w Polsce nigdy nie będzie drugiego Qlimaxa, jest tak samo realne tudzież nierealne jak opinia, iż to tylko kwestia czasu, aż drugi "Qlimax" u nas zagości w jednej z dużych hal. Skoro tam powstała taka kultura, to znaczy, że były ku temu odpowiednie warunki i właściwi ludzie, którzy taką inicjatywę stworzyli i rozwinęli ją w dobrym kierunku.

Wcześniej w Polsce był szał na techno, teraz to nieco przeminęło, mamy house, więc dlaczego nie może przyjść era hardstyle'u? A wraz z nią, jako twardy towarzysz - hardcore. Kwestia tak ukazać ludziom tę muzykę, żeby zapaliła im się lampka "o, to jest fajne!". NU hardstyle naprawdę świetnie się do tego nadaje, porównując choćby do przecież znacznie bardziej surowego techno. Techno ma MayDay, który od lat świetnie przędzie i ściąga co roku tysiące osób do Spodka. A podkreślam raz jeszcze, że rozpromowanie techno na 100% jest trudniejsze od rozpromowania hardstyle'u.

To nie są przemiany, których da się dokonać paroma większymi imprezami i jednym eventem. Tu konieczne jest stworzenie od nowa całej otoczki wokół kultury hardstyle w Polsce. Na pewno Enigmato, Driver czy ResQ starają się jak mogą, ale chcą też przy tym spełnić oczekiwania zatwardziałych fanów hardstyle'u oraz hardcore'u w Polsce, czyli wielu z Was. I bardzo dobrze - grają inaczej niż zachodni DJe hardstyle'owi i nie powinni od tego odchodzić. Gwarantują też organizatorowi, że dla nich przyjdzie u nas sporo osób. Teraz trzeba postawić fundamenty pod NU hardstyle. Byłoby świetnie, gdyby znalazło się więcej ludzi, którzy chcą jakoś nasze hardy ruszyć, bo może wówczas udałoby się coś wykminić. :-) Tak czy inaczej potrzeba czasu - i chęci, chęci i jeszcze raz chęci. A to wszystko mogłoby się dziać również z korzyścią dla fanów hardcore'u i early hardstyle.
11-05-2011, 18:32: taszan[ USU ]
[b:73e1d3db86]Gife[/b:73e1d3db86] ---> I to jest błąd! Wypinanie sie na ewoluujący hardstyle nie jest niczym dobrym. Jestem zdania, że stwierdzenie, że w Polsce nigdy nie będzie drugiego Qlimaxa, jest tak samo realne tudzież nierealne jak opinia, iż to tylko kwestia czasu, aż drugi "Qlimax" u nas zagości w jednej z dużych hal. Skoro tam powstała taka kultura, to znaczy, że były ku temu odpowiednie warunki i właściwi ludzie, którzy taką inicjatywę stworzyli i rozwinęli ją w dobrym kierunku.

Wcześniej w Polsce był szał na techno, teraz to nieco przeminęło, mamy house, więc dlaczego nie może przyjść era hardstyle'u? A wraz z nią, jako twardy towarzysz - hardcore. Kwestia tak ukazać ludziom tę muzykę, żeby zapaliła im się lampka "o, to jest fajne!". NU hardstyle naprawdę świetnie się do tego nadaje, porównując choćby do przecież znacznie bardziej surowego techno. Techno ma MayDay, który od lat świetnie przędzie i ściąga co roku tysiące osób do Spodka. A podkreślam raz jeszcze, że rozpromowanie techno na 100% jest trudniejsze od rozpromowania hardstyle'u.

To nie są przemiany, których da się dokonać paroma większymi imprezami i jednym eventem. Tu konieczne jest stworzenie od nowa całej otoczki wokół kultury hardstyle w Polsce. Na pewno Enigmato, Driver czy ResQ starają się jak mogą, ale chcą też przy tym spełnić oczekiwania zatwardziałych fanów hardstyle'u oraz hardcore'u w Polsce, czyli wielu z Was. I bardzo dobrze - grają inaczej niż zachodni DJe hardstyle'owi i nie powinni od tego odchodzić. Gwarantują też organizatorowi, że dla nich przyjdzie u nas sporo osób. Teraz trzeba postawić fundamenty pod NU hardstyle. Byłoby świetnie, gdyby znalazło się więcej ludzi, którzy chcą jakoś nasze hardy ruszyć, bo może wówczas udałoby się coś wykminić. :-) Tak czy inaczej potrzeba czasu - i chęci, chęci i jeszcze raz chęci. A to wszystko mogłoby się dziać również z korzyścią dla fanów hardcore'u i early hardstyle.
11-05-2011, 22:43: AgaciA[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
12-05-2011, 01:26: vulcan[ USU ]
[b:73e1d3db86]Gife[/b:73e1d3db86] ---> I to jest błąd! Wypinanie sie na ewoluujący hardstyle nie jest niczym dobrym. Jestem zdania, że stwierdzenie, że w Polsce nigdy nie będzie drugiego Qlimaxa, jest tak samo realne tudzież nierealne jak opinia, iż to tylko kwestia czasu, aż drugi "Qlimax" u nas zagości w jednej z dużych hal. Skoro tam powstała taka kultura, to znaczy, że były ku temu odpowiednie warunki i właściwi ludzie, którzy taką inicjatywę stworzyli i rozwinęli ją w dobrym kierunku.

Wcześniej w Polsce był szał na techno, teraz to nieco przeminęło, mamy house, więc dlaczego nie może przyjść era hardstyle'u? A wraz z nią, jako twardy towarzysz - hardcore. Kwestia tak ukazać ludziom tę muzykę, żeby zapaliła im się lampka "o, to jest fajne!". NU hardstyle naprawdę świetnie się do tego nadaje, porównując choćby do przecież znacznie bardziej surowego techno. Techno ma MayDay, który od lat świetnie przędzie i ściąga co roku tysiące osób do Spodka. A podkreślam raz jeszcze, że rozpromowanie techno na 100% jest trudniejsze od rozpromowania hardstyle'u.

To nie są przemiany, których da się dokonać paroma większymi imprezami i jednym eventem. Tu konieczne jest stworzenie od nowa całej otoczki wokół kultury hardstyle w Polsce. Na pewno Enigmato, Driver czy ResQ starają się jak mogą, ale chcą też przy tym spełnić oczekiwania zatwardziałych fanów hardstyle'u oraz hardcore'u w Polsce, czyli wielu z Was. I bardzo dobrze - grają inaczej niż zachodni DJe hardstyle'owi i nie powinni od tego odchodzić. Gwarantują też organizatorowi, że dla nich przyjdzie u nas sporo osób. Teraz trzeba postawić fundamenty pod NU hardstyle. Byłoby świetnie, gdyby znalazło się więcej ludzi, którzy chcą jakoś nasze hardy ruszyć, bo może wówczas udałoby się coś wykminić. :-) Tak czy inaczej potrzeba czasu - i chęci, chęci i jeszcze raz chęci. A to wszystko mogłoby się dziać również z korzyścią dla fanów hardcore'u i early hardstyle.
12-05-2011, 11:03: Blake[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
12-05-2011, 18:37: wolfen88[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
12-05-2011, 18:48: wolfen88[ USU ]
[b:73e1d3db86]Gife[/b:73e1d3db86] ---> I to jest błąd! Wypinanie sie na ewoluujący hardstyle nie jest niczym dobrym. Jestem zdania, że stwierdzenie, że w Polsce nigdy nie będzie drugiego Qlimaxa, jest tak samo realne tudzież nierealne jak opinia, iż to tylko kwestia czasu, aż drugi "Qlimax" u nas zagości w jednej z dużych hal. Skoro tam powstała taka kultura, to znaczy, że były ku temu odpowiednie warunki i właściwi ludzie, którzy taką inicjatywę stworzyli i rozwinęli ją w dobrym kierunku.

Wcześniej w Polsce był szał na techno, teraz to nieco przeminęło, mamy house, więc dlaczego nie może przyjść era hardstyle'u? A wraz z nią, jako twardy towarzysz - hardcore. Kwestia tak ukazać ludziom tę muzykę, żeby zapaliła im się lampka "o, to jest fajne!". NU hardstyle naprawdę świetnie się do tego nadaje, porównując choćby do przecież znacznie bardziej surowego techno. Techno ma MayDay, który od lat świetnie przędzie i ściąga co roku tysiące osób do Spodka. A podkreślam raz jeszcze, że rozpromowanie techno na 100% jest trudniejsze od rozpromowania hardstyle'u.

To nie są przemiany, których da się dokonać paroma większymi imprezami i jednym eventem. Tu konieczne jest stworzenie od nowa całej otoczki wokół kultury hardstyle w Polsce. Na pewno Enigmato, Driver czy ResQ starają się jak mogą, ale chcą też przy tym spełnić oczekiwania zatwardziałych fanów hardstyle'u oraz hardcore'u w Polsce, czyli wielu z Was. I bardzo dobrze - grają inaczej niż zachodni DJe hardstyle'owi i nie powinni od tego odchodzić. Gwarantują też organizatorowi, że dla nich przyjdzie u nas sporo osób. Teraz trzeba postawić fundamenty pod NU hardstyle. Byłoby świetnie, gdyby znalazło się więcej ludzi, którzy chcą jakoś nasze hardy ruszyć, bo może wówczas udałoby się coś wykminić. :-) Tak czy inaczej potrzeba czasu - i chęci, chęci i jeszcze raz chęci. A to wszystko mogłoby się dziać również z korzyścią dla fanów hardcore'u i early hardstyle.
12-05-2011, 19:37: Kona Black[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)
16-05-2011, 16:43: UbeX[ USU ]
Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć chociaż na ostatnią edycję Toxicatora. Moja przygoda z hardstyle'm rozpoczęła się tuż przed Electrocity 2009, gdzie po raz pierwszy pojawiła się scena Gate to Hell. :-) Obecność na tej imprezie tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że hardstyle to po prostu bajka. :)

Już jakiś czas przyglądam się wypowiedziom na temat hardów w Polsce i mam wrażenie chłopaki, że chcecie być zbyt, hm, undergroundowi. :) Do czego zmierzam... Nienawiść wielu hardmaniaków do NU hardstyle'u jest co najmniej zastanawiająca. W porządku - każdy lubi co innego, ale myślę, że bez propagowania NU hardstyle'u, którego ja zresztą jestem ogromnym fanem, nic się nie ruszy, a wręcz będzie gorzej. Ba, gorzej to w sumie już jest - sceny hardstyle/hardcore systematycznie znikają z kolejnych eventów. Fakt, że z Brainstormem, który jak dla mnie LU miał wprost kosmiczny, nie wyszło, ale w jego przypadku tak naprawdę trudno ocenić co zawiodło. Czy organizator zrobił nas w balona, czy poszło faktycznie o kasę za bilety, czy był jeszcze inny powód - nie wiemy i pewnie już się nie dowiemy.

Niemniej jednak sprawa jest prosta - czas skończyć z nienawiścią do NU hardstyle, bo to według mnie jedyny z hardowych gatunków, który ma szansę zjednać szerszą publikę. Melodie, epickość, skojarzenia z Qlimaxem, wokale - trzeba to tylko teraz tak ubrać marketingowo, żeby wyleźć poza hardowy underground. Bez tego - ani rusz. Rozumiem, że wielu z Was stawia na hardcore i że jesteście przywiązani do całkowitego braku komercjalizacji tego gatunku, ale chyba nie tędy droga. Przeciętnego klubowicza to nie ruszy. To jest nisza i to nie ma prawa się zmienić. Z hardcore jest jak ze schranzem - garstka wielkich fanów zawsze będzie mu wierna, ale nic ponad to.

Zaczynam coraz wyraźniej zauważać, że jeśli zarażać hardami, to tylko NU hardstyle. Ta muzyka naprawdę ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Kwestia najważniejsza - nie reklamować hardstyle'u jako mocy, mocy i jeszcze raz mocy, a podkreślić melodie porywające do tańca. Być może są to tylko moje marzenia, ale jako osoba powoli rozpoczynająca karierę w reklamie, znająca podstawy coprywritingu i jako tako również orientująca się w marketingu uważam, że nie ma się co poddawać. Trzeba tylko zmienić strategię, otworzyć się też na niezorientowanych słuchaczy. To zadanie nie tylko dla agencji, która się tego podejmie, ale również lub może nawet przede wszystkim dla choćby całego hardforum.pl. :-)

Chyba czas przestać grać dla siebie w domu i spróbować wreszcie napomknąć o jakimś gościnnym secie w jednym z krakowskich klubów. :-) Zapewne nawet mając okazję zagrać, zderzyłbym się z brutalną rzeczywistością i mina by mi zrzedła, gdybym zobaczył parkietowe pustki, ale cholera - naprawdę trzeba zacząć działać. Nie mogę się po prostu pogodzić z tym, że teraz to już na dobrą sprawę nie będzie eventu, na którym miałbym okazję poszaleć przy hardstyle'u. Ja wierzę jednak, że coś się w końcu zmieni, ruszy i że będziemy mieli w Polsce chociaż 1/3 Qlimaxa. :)




Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Grafika : Wrubcio || Kodowanie : Silent


[ HARDFORUM.it ]



website uptime


Hardforum 2007