1. Na forum wymieniamy swoje poglady oraz opinie na dany temat. Jednak robimy to w sposób pokojowy. 2. Cierpliwoœæ i tolerancja. Nie wszystko o co poprosisz dostaniesz w ten sam dzieñ. Czasami trzeba poczekaæ. 3. Czytaj uwa¿nie posty. Staraj sie nie zadawaæ pytañ które by³o zadawane 20 razy w tym samym temacie. 4. Jako ¿e nie ka¿dy regulamin jest perfekcyjnym idea³em, zatem administrator oraz moderator forum -dla dobra narodu- mo¿e ukaraæ ostrze¿eniem u¿ytkownika, je¿eli uzna to za s³uszne. 5. W razie wszelkich watpliwosci pisaæ na PW do Administratora lub Moderatora. Wiecej!
Tak więc aby wyjaśnić ideę muzyki Hardcore skupmy się na trzech krajach: Niemcy, Wielka Brytania i Holandia. Zacznijmy od Niemiec gdzie tamtejsza scena obfitowała w Techno, z czasem w scenę tą zaczął wkraczać Acid House. Po upadku muru berlińskiego w 89' wpływy z zachodu zrodziły scenę Rave porównywalną do tej w Wielkiej Brytanii. W 91' po zamknięciu wielu klubów, pozostały trzy ważne lokalizacje: Planet (przemianowane później na E-Werk przez Paula van Dyka), Der Bunker i Tresor. W tychże likalizacjach Dj zaczeli przyśpieszać utwory i nadawać im ostrzejsze klimaty co można uznać za początek muzyki Hardcore. Jak to skomentował Dj Tanith w tamtych czasach: "Berlin był zawsze Hardcore, hippie Hardcore, Hardcore punk, a teraz mamy bardzo mocne House'owe dźwięki. W tej chwili grane utwory są średnio 135 uderzeń na minutę i co kilka miesięcy dodamy piętnaście więcej." (oryginalnie po angielsku brzmi to: ?Berlin was always hardcore, hardcore hippie, hardcore punk, and now we have a very hardcore house sound. At the moment the tracks I play are an average one hundred and thirty five beats per minute and every few months we add fifteen more.?)
Teraz przenieśmy się do Wielkiej Brytanii: Producenci Early Hardcore tacy jak SL2, Hyper-On Experience, DJ Jonny L i Sonz of a Loop da Loop Era, wraz z wytwórniami płytowymi takimi jak Moving Shadow, Reinforced, XL i Formation rozwijali się w okresie rozwoju ostrzejszych odmian muzyki Techno, które odbiły swoje na Breakbeat, ujawniające się później w Jungle i mające wpływ na rozwój Drum 'n' Bass. Wpływ stylu Techno w tym sampli z filmów, kreskówek i mediów i potężnych opartych na syntezatorach breakdownach cechowały tą wczesną formę UK Hardcore, niektórzy uważają rok 1992 za jego szczyt. Inni idą o krok dalej mówiąc, że rok ten jest najlepszym rokiem dla muzyki. Wielka Brytania na scenie Rave-Hardcore z lat 90' obejmowała kilka rodzimych stylów przez lata, Hardcore i Techno dominowały przez większą część tego okresu, głównie na północy i południu. Poprzez połączenie kilku czynników, Hardcore pokierował się w nową stronę w drugiej połowie lat 90'. Teraz miał więcej podobieństw do swoich zródeł, produkcje zaczeły się opierać głownie na vocalu, a następnie przyszła moda na covery. Taki obraz Hardcore'u przyciągnął wielu młodych odbiorców a także stał się popularny w innych krajach takich jak Australia, Kanada, Japonia i Stany Zjednoczone. Producenci próbowali zregenerować scene Rave-Hardcore w Wielkiej Brytanii pod koniec XX wieku, próbując pozyskać wpływy z innych stylów. Próbowali opuścić Happy Hardcore'ow obraz z lat 90'. Styl ten zaczęto nazywać UK Hardcore. Na scenie pojawili się także nowi producenci. Duży wpływ na niego miał holenderski Gabber. Nurt ten znalazł zwolenników na całym świecie.
Teraz czas na kolebke czyli Holland Hardcore na początku nazywano w Holandii Gabber House, gdyż uważano że wywodzi się on z muzyki House, pierwszym utworem wydanym w tym stylu był "Amsterdam waar lech dat dan" od Euromasters, wydany w roku 1992. Utwór był skierowany przeciwko Amsterdamskiej scenie House, stąd późniejsza nienawiść Rotterdam vs. Amsterdam. Za początki można też przyjąć utwór niemieckiego producenta Marca Acardipane'a pod aliasem Mescalinum United - We Have Arrived, który zrodził ideę muzyki Hardcore, kontynuowaną w labelu Planet Core Productions, później jako podgatunek Doomcore. Hardcore w latach 90' stał się pełny "hałasu" i prędkości. Labele Planet Core jak i Rotterdam Recors wypromowały gatunek na całą Europę a Lenny Dee wraz ze swoim labelem Industrial Strenght wprowadził gatunek do USA co spowodowało narodiny sceny Gabber w Chicago skąd znamy m.in Delta 9. W drugiej połowie lat 90' muzyka ta praktycznie znika, zostaje jedynie we Francji i Holandii, gdzie musi walczyć z krytyką politycznego statusu quo jak muzyka niszczycielska.
Taka była historia muzyki Hardcore/Gabber, nie będe pisał tutaj o tym czym się cechuje ani o jej podgatunkach, zrobie to w osobnych tematach. Pisałem ją na podstawie zebranego materiału przeze mnie, jeśli ktoś ma coś do dodania albo jakieś ale to proszę bardzo
Dumm, Koko123
Początki tej muzyki datowane są na lata 1990/91 kiedy to z połączenia gatunków oldskoolowych lekko pomieszanych z ówczesnymi Acidami i lekką nutką techniczną wyszedł nurt zwany Hardcore. Za pierwszy utwór z tegoż gatunku do tej pory uznaje się "Mescalinum United - We Have Arrived",
Dalsza ewolucja polegająca na łączeniu ze sobą różnych wpływów i gatunków przyniosła mnóstwo efektów zaczynając od w miarę wolnych ale za to wyjątkowo ciężkich cyberpunkowych Terrorów takich jak Delta 9, D.O.A., przez Acidcore'y (czyli Acid klimatycznie połączony z Hardcore'owymi kick'ami)
Popularność undergroundowej niemieckiej sceny doprowadziła do tego, że w latach 1999-2000 nastąpiła śśmierć Gabbera, a co za tym idzie, narodziny całkiem nowego Hardcore'u, silniejszego, bardziej industrialowego i dopracowanego. Mimo, iż próbowano ratować Gabber tzw. NU Gabberem (zwolnieniem Gabberu i wbiciem bumperowego kicka, co nie przyjęło sie zbytnio), nowy Hardcore poszedł w różne strony. Mainstreamowa odmiana skupiła sie na klimatach Angerfista promowanego przez label Masters of Hardcore, i tym podobnym.
Dupa! zadne Artcory nie ewoluowału w Industrial Hardcore!!! Rozwijały się one w tym samym czasie, tylko w dwóch państwach. Artcory były w Ruffnecku a Industrialem zajął się Laurent Ho pod pseudonimem Ingler. Przykład: http://www.youtube.com/watch?v=PEGLID9UMbo Artcory poszły później w Doomcore i Darkcore a Industrial po późniejszej przeprowadzce do Holandii nabrał brutalniejszych bardziej technicznych kształtów.
Heh ja właśnie z tego czasopisma też dowiedziałem się tyle rzeczy o początkach HC, zreszta mam prawie wszystkie nr techno party a to była podstawa mojej wiedzy i rozdział techno wikingów poniżej oddaje całą otoczkę HC
Dawno temu w Eurolandzie - Techno Wikingów
Po 1992 roku rosnące tempo i brutalność "muzyki rave" spowodowały przerzedzenie szeregów zarówno wśród imprezowej braci, jak też muzyków i DJ-ów. Część z nich wybrała kluby, część nadal spotykała się na niezależnych imprezach, które jednak były adresowane do ściśle określonych odbiorców: powstały sceny jungle, psychedelic czy acid techno. A co stało się z samym rave hardcore? Obok breakbeatowego jungle, "klasyczny" core przetrwał, tylko że w mniej popularnej, za to ekstremalnej w każdym aspekcie postaci, jako happy hardcore. Trzeba jednak najpierw napisać o pewnym holenderskim wynalazku...
Najlepszy kumpel
Pionierskie dla elektronicznego hardcore'u nagrania powstały głównie w Belgii w latach 1991-92, skąd rozpowszechniły się po Europie. Szybko dotarły też do sąsiedniej Holandii. Tamtejsi, głównie hip-hopowi DJ-e - Paul Elstak, Steve Sweet (DarkRaver), czy Robert Meijer, wykorzystali "belgian hoover" oraz inne, równie apokaliptyczne dźwięki, usunęli wszystkie zbędne dodatki (melodia, bas) i zwiększyli tempo tworzonych nagrań. Jednak najważniejszym wynalazkiem twórców gabba, był twardy i mocno przesterowany bassdrum - bęben centralny automatu perkusyjnego. Za twórcę stylu uważa się Paula Elstaka, który na wydanym w 1992 roku pod nazwą Euromasters singlu "Amsterdam, waar lech dat tan?" ("Gdzie do ... jest Amsterdam?") zawarł "esencję" gabba. Mieszkający w Rotterdamie Elstak dorzucił swoją cegiełkę do wojny trwającej między dwoma miastami. Amsterdam miał swój Ajax, a w tamtejszych klubach grywano house, zaś Rotterdam to Feyenoord i prosty hardcore. Numer Euromasters był parodią hardcore'u, mającą złośliwie komentować wywyższanie się "mięczaków" z Amsterdamu. Nagranie cieszyło się dużą popularnością wśród lokalnej publiczności, głównie kibiców rzeczonego Feyenoordu. Młodzieńcy ci - robotnicy czy bezrobotni, miłośnicy mocnych wrażeń, otrzymali coś w sam raz dla siebie. A skąd nazwa gatunku? Termin "gabba" wywodzi się z jidysz, dla holenderskich Żydów oznaczał on "najlepszego kumpla". Z czasem samo słowo upowszechniło się, tyle że kumpel zmienił się w chuligana, lumpa czy "kibola". Natomiast młodzież którą określano tym mianem, ponownie odwróciła pejoratywne znaczenie gabba, przejmując je na własny użytek. Wreszcie "gabbas" nazwali identycznie swoją muzykę.
Seks, krew i... techno
Czy gabba lub gabber - jak przyjęło się określać gatunek w krajach anglojęzycznych - ma jeszcze coś wspólnego z techno i house'm? Zwłaszcza, że w stylu tym stosunkowo szybko pojawiły się industrialne brzmienia i metalowe gitary (np. w następnym "klasyku" Euromasters - "Alles Naar De Klote"). Jednak ma, choćby dlatego, że imprezy z taką muzyką, najpierw w klubie Parkzicht w Rotterdamie, następnie duże "gabba-rave'y" jak Nightmare, z DJ-ami i live-actami zamiast koncertów - miały taneczny charakter. Jak inne balangi, były formą odreagowania tygodnia pracy czy nauki, oderwaniem od rzeczywistości. Ale taneczny trans stał się straceńczym zapamiętaniem. Młodzi Holendrzy określali taką "rekreację" mianem "hakke", co oznacza otrzymanie ciosu siekierą... Ekstremalny raving w ich wykonaniu był uzupełnieniem rozrywki, jaką oferują brutalne filmy i gry komputerowe, przeniesieniem wirtualnej rzeczywistości "Dooma" i następców tej kultowej gry na klubowy parkiet. Ponury wystrój wnętrz i twardą do bólu muzykę często uzupełniały teatralne zapędy DJ-ów - upiorne maski, sztuczna krew itp. Określenie "live-act" również traktowano dosłownie, z "aktu na żywo" czyniąc - w przypadku Rotterdam Terror Corps czy DarkRavera - pornograficzne spektakle. Ten ostatni zaczynał zresztą jako striptizer w Parkzicht, a już jako DJ grający gabba posuwał się (no, może nie się...) jeszcze dalej.
Nowe ekstremalne granie szybko stało się dominującą taneczną stylistyką w całej Holandii. Jednak wspomniane ekscesy oraz kojarzenie, wygolonych do skóry fanów gabba ze skinheadami, wywołały ostrą reakcję mediów, określających ten styl jako "nazi techno". Nie bardzo pomagały umieszczane na płytach i flyerach nalepki z hasłem "Zjednoczeni gabbersi przeciw nazizmowi i rasizmowi", skoro obok nich znajdowały się tytuły nagrań typu "I'm the Fuck You Man", rozprute lalki, broń, czaszki itp. Trzeba jednak przyznać, że na rave'ach z gabba prawie nigdy nie dochodziło do bójek, a ruchy tancerzy miotających się w rytmie wbijających w parkiet dźwięków nie były agresją skierowaną na zewnątrz. Każdy zajęty był katowaniem własnego ciała i mózgu. To samo dotyczy twórców skrajnego hardcore'u. Jak stwierdził członek najbardziej znanej australijskiej formacji gabba - Nasenbluten: "Chyba jestem socjopatą, nienawidzę ludzi. Ale zamiast podpalać ich domy, wyżywamy się na komputerze. Zamiast zabijać ich dosłownie, robimy to dźwiękiem".
DJ, który wymiękł
Niektórych jednak zaczęło w końcu męczyć tak rozumiane "imprezowanie". Przez kolejne dwa lata Paul Elstak nagrywając i występując pod różnymi nazwami (m.in. Holy Noise, Hard Attack, Too Fast For Mellow, Evil Maniax, Bonzai, Bald Terror) był niekwestionowanym królem gabba. Wytwórnie, których był współzałożycielem - Rotterdam i Terror Traxx, skupiały wielu popularnych producentów jak Neophyte, Omar Santana, czy DJ Rob. Jednak w roku 1995 DJ Paul zaskoczył swoich dotychczasowych wielbicieli, zastępując charczące buczenie i ryki, damskimi wokalami i wygrywanymi jednym palcem melodiami ("Luv U More", "Don't Leave Me Alone", "Rave On"). Za nim poszło też wielu innych Dj-ów i twórców (np. DarkRaver, Gizmo), którzy całkowicie porzucili gabba, bądź też przynajmniej zwolnili zawrotne tempo. Ortodoksi oskarżali ich o zdradę, i komercjalizację. Sam Elstak twierdził jednak, że atmosfera zabawy dawno się skończyła - muzyka była za szybka i brutalna, na imprezy przestały przychodzić dziewczyny (jeden z "klasyków" gabba to "No Woman Allowed" Sperminator), zrobiło się ponuro...
Ale gabber nie zniknął wraz z "wymięknięciem" swojego twórcy. Inne holenderskie oficyny jak K.N.O.R., Ruffneck, Mokum, czy Thunderdome czy nadal dostarczały mocnych dźwięków, a sam styl ewoluował i rozprzestrzenił się po całym świecie. Ale o tym, oraz o weselszym "rave'owaniu" następnym razem.
Dawno temu w Eurolandzie: Oaza wiecznego szczęścia
Rave, jako swoista kultura, czy subkultura przetrwał zawieruchę wynikłą ze zmiany zainteresowań wielu DJ-ów i twórców muzyki oraz "skanalizowanie" tanecznego boomu w klubowe wnętrza. Atmosfera rave'ów z początku lat 90. towarzyszy imprezom już nie tak dużym, ale mającym wiernych bywalców i animatorów. Towarzysząca im muzyka, choć podobnie jak osiem lat temu określana jako hardcore, nie jest już taka sama, a i nowych nazw stylu pojawiło się w międzyczasie całkiem sporo.
I rzeczywiście, choć określenie hardcore jest tu jak najbardziej adekwatne, to na przestrzeni ostatnich dwóch dekad hardcore'ów namnożyło się już tyle, że właściwie dla każdego oznacza ono coś innego. Dla tych, którzy upierają się, że jedyny prawdziwy hardcore to ... (tu wstawcie sobie wybrany hc) i nie mogących pogodzić się z faktem, że ktoś może nazywać tym mianem takie gówno, jak ... (tu też sobie wstawcie), można przedstawić taką oto sugestię: Hardcore, niezależnie od stylu, nawiązuje do pierwotnej energii muzyki, postępowość, artystyczne niuanse i komercyjny powab pozostawiając na boku. Gatunek, którego dotyczy ten odcinek rave'owej historyjki, wywodzi się z breakbeatowego hardcore'u wzbogaconego gabberskim wynalazkiem: przesterowaną stopą (kick drum), równo i szybko odmierzającą rytm na 4/4.
Toytown techno
Kiedy połamany hardcore przekształcił się w jungle, zyskał nową publiczność, wywodzącą się ze sceny reggae/ragga. Coraz bardziej "czarne" dźwięki oczyszczono z tego, co uznano za dziecinne: przyspieszone i podwyższone wokale, zabawne sample, czy sympatyczne melodyjki. Jednak poza Londynem pozostała spora gromada "białych dzieciaków", które chciały bawić się nadal w starym stylu, a kluby z house'm, garage i techno zwyczajnie im nie odpowiadały. Nie zabrakło DJ-ów, takich jak Slipmatt, Vibes czy Seduction, którzy w odróżnieniu od swoich kolegów nie "dorośli", wciąż grając szybkie, skoczne i nieskomplikowane numery - złośliwie określane jako "toytown techno". Również nie wszystkich producentów znudziła rave'owa "łupanka". Niektórym, np. parze Lee Newman i Michael Wells, udało się nawet zachować popularność zyskaną w początkach sceny hardcore. Duet ten (Lee i Michael byli małżeństwem), nagrywając pod nazwami Tricky Disco, John+Julie, GTO, czy Church of Ecstasy produkował kolejne hity, a gdy rave znalazł się w Anglii na cenzurowanym, przeniósł się do Holandii. W 1995 roku pojawiło się ich nagranie "I Wanna Be A Hippie" (Technohead), będące podręcznikowym wręcz przykładem połączenia gabba z hiper-rozrywkowym klimatem rave hardcore. Niestety Lee nie zdążyła nacieszyć się sukcesem tego wielkiego hitu, kilka dni po jego wydaniu zmarła na raka. Wells nagrywał dalej samodzielnie pod nazwą Signs Ov Chaos, tyle że były to już dużo cięższe i eksperymentalne numery.
Happy hardcore początkowo rozwijał się niezależnie w kilku różnych ośrodkach. Niezrażeni do rave Anglicy kontynuowali to, co rozpoczęło się w 1992 roku. Ale podczas, gdy można traktować ich jako niedobitków pierwotnie masowego ruchu, w Szkocji happy hardcore od 1994 roku rządził prawie niepodzielnie taneczną sceną. Zapoczątkowany przez Scotta Browna (Annihilator, The Scotchman, Lord of Hardcore - założyciel dwóch magazynów hc i co najmniej sześciu wytwórni) styl, funkcjonował pod nazwą bouncy techno i choć Szkoci zachorowali na manię kopiowania wszystkiego, co wiązało się z holenderskim gabba, ich muzyka była trochę wolniejsza, weselsza i skoczna (ang. bouncy). Niektórzy Holenderscy producenci też złagodzili swoją muzykę (fun, happygabba), a po jakimś czasie wszystkie te pokrewne style właściwie stały się jednym - happy hardcore. Najbardziej wyróżniające się elementy "starego" hardcore'u, czyli te, odrzucone przez jungle: znacznie podwyższone żeńskie wokale, proste melodie wygrywane na syntezatorze, często imitujące pianino, dudniący beat i tempa dochodzące nawet do 200 uderzeń na minutę. Happycore (zwany tu i ówdzie - 4-beat) przejął od gabba nie tylko charakterystyczne brzmienie perkusji, ale też intensywność, będąc muzyką nie mniej ekstremalną, choć pozbawioną złowrogiej aury. Hixxy, Brisk, Sy, Vibes, Sharkey, Dougal, Ham, Force & Styles, Anabolic Frolic, Q-Tex i cała masa innych twórców zaczęła dostarczać kolejne szybkie, skoczne i oczywiście wesolutkie numerki. Charakterystyczny dla tego gatunku jest fakt, iż obok niezliczonych winylowych singli, wydawanych przez dziesiątki niewielkich wytwórni (wymieńmy dla przykładu Essential Platinium, Just Another Label, World Of Obsession, Slammin' Vinyl, Hardcore Heaven, Happy Trax, United Dance, Quosh i UK Dance) największą popularnością cieszą się wydawane seryjnie kompilacje. Tu prym wiedzie "Bonkers" produkowane przez Hixxy, Sharkey'a i Dougala, a obok tej serii takie tytuły jak "Absolute Hardcore", "Helter Skelter - Masters@Work" czy "United Dance". Ze względu na brak zainteresowania ze strony poświęconych tanecznej kulturze mediów, happy hardcore wykształcił nie tylko własną sieć dystrybucji i imprez (Slammin' Vinyl, Sanctuary, Dreamscape, Rezerection, Helter Skelter, londyński Labirynth), ale też własną prasę. Magazyny M8, Dream czy To The Core mają odmienny charakter od Muzik, Wax czy Mixmaga, a ich lektura pokazuje, jak bardzo scena hardcore różni się od klubowej. Dominują w nich relacje i zdjęcia z imprez. Jednak ich autorzy koncentrują się nie na DJ-ach, czy muzyce (ta zawsze jest przednia), tylko na publiczności - to ona jest tu prawdziwą gwiazdą. Nie ma tam miejsca na utyskiwania lub snobistyczne zagrania - panuje radosna atmosfera, podtrzymująca na duchu hardcore'owe dzieciaki: "rave will never die!".
Wzloty i upadki
Okres dość znacznej popularności happycore'u, przypadł na lata 1996-97. Wyrazem powodzenia tego stylu może być choćby fakt, że szefowie kultowej wręcz stacji radiowej z Londynu - Kiss FM "zdjęli z anteny" prowadzoną przez lata audycję Colina Favera "Abstract Dance", w której prezentował on czyste techno, by zrobić miejsce dla "radosnego rave'u". Ale dość szybko happy hc wrócił do podziemia. Zachował jednak wielu ortodoksyjnych wyznawców, głównie w Wielkiej Brytanii, ale też w USA, Australii, Holandii, Niemczech i Kanadzie. Przyczyny poważnej redukcji zainteresowania tym nurtem są prawie identyczne, jak w przypadku pierwszej fali hardcore'u z początku dekady: muzyczne dojrzewanie słuchaczy i twórców, ignorancja ze strony mediów, działania władz podejmowane przeciwko organizatorom rave'ów. Ważną rolę odegrało też wiązanie sceny hhc z ecstasy. Trzeba przyznać, że niektórzy potraktowali hardcore'owy ekstremizm poważnie także od tej strony, nie brakowało przypadków łykania nawet kilkunastu pigułek podczas jednej nocy. To zaś kończyło się tragicznie. Na "happy-scenie" nie było jednak miejsca na kłopoty - cyniczną reakcją były nagrania zatytułowane "Friday Night Can Kill You" lub "I Died In My Teens". A trochę poważniej, taneczny underground nie przepada za rozgłosem i komercjalizacją, a podejmowane w okresie jego największej popularności próby zarabiania na takiej muzyce (np. składanka Sony "This is Noise") były traktowane wrogo. To również jeden z powodów, dla których wszystkie niezależne frakcje bazują na winylowych wydawnictwach - z punktu widzenia fonograficznych potentatów jest to format martwy.
Miłośnicy happy hardcore w większości przypadków zdają sobie sprawę z tego, że ich ulubione nagrania nie są szczytem muzycznego wyrafinowania. I nie o to chodzi. Scena ta delektuje się wprost takimi hasłami, jak "toytown", "kidz", "cheesy", dając do zrozumienia: "jesteśmy szczęśliwymi dzieciakami, cóż w tym złego?". Tak jak w przypadku wszystkich innych hardcore'ów (muzycznych) liczy się poczucie wspólnoty, posiadanie czegoś własnego, odmiennego od powszechnie dostępnej dźwiękowej "papki". Albo, jak ujął to wspominany już Michael Wells, "To scena klasy pracującej, nie ma tu miejsca na żadne pseudo-intelektualne elementy. Ludzie reagują na poziomie jaj, nie głowy". Między innymi dzięki temu scena hc funkcjonuje do dzisiaj i zapewne będzie istnieć jeszcze długo. Tam, gdzie do akcji wkraczają dziennikarze i szybko nudząca się jednym stylem klubowa publika, żadna muzyka nie ma szans na dłuższe cieszenie się popularnością. Zauważmy, że brak nowych elementów w jakimś gatunku, nawet w ciągu kilku miesięcy, oznacza spekulacje o jego rychłym końcu - tak było z big beatem albo drum'n'bassem, a techno "umiera" praktycznie co roku. Za to happy hardcore i gabba, dzięki swej specyfice, trwają. Podobnie, wciąż nie brak punków i - trochę już przywiędłych - dzieci-kwiatów.
Jednak i "klan twardogłowych wesołków" nie do końca jest odporny na zmiany. Znany choćby z "Bonkers" Sharkey oraz inni producenci, m. in. Druid, Energy i Trixxy, zaczęli tworzyć coś, co dla żartu nazwano trancecore, ponieważ rzeczywiście można styl ten skwitować jako potraktowany na hardcore'ową modłę trance. Nazwa przyjęła się i trancecore pojawia się w tych samych klubach, w których grany jest happycore i na płytach tych samych wytwórni (Stompin Choonz, Kniteforce). Jeszcze bardziej różnorodnie prezentują się spadkobiercy oryginalnego gabba, które zyskało wiele skrajnie różnych wersji. Od atakujących ciężarem, a nie tempem produkcji pochodzących głównie z Holandii, po ultraszybki speedcore czy terrorcore. Od pozbawionego nawet cienia twórczego wysiłku nap*********a, po zaangażowane manifesty komanda Aleca Empire i noisecore'owe eksperymenty. Nie zabrakło mutacji twardego core'u z trash i death metalem, industrialem, breakbeatem albo wszystkimi tymi stylami na raz.
Być albo nie być... happy?
Pomimo kilkukrotnego mieszania happycore i gabba, trzeba zaznaczyć, że czasy, kiedy wszystkie odmiany elektronicznego hardcore'u miały wspólną publiczność, należą do przeszłości. Podczas gdy scena fun/happy jest zmaksymalizowanym przedłużeniem epoki rave'owego boomu, z całą towarzyszącą jej otoczką - akcentowaniem wzajemnego zrozumienia i przyjaźni imprezowiczów, maskami, gwizdkami, białymi rękawiczkami i ecstasy, gabba i okolice są całkowitym tego zaprzeczeniem. Do tego stopnia, że wielu przedstawicieli twardego grania nie przyznaje się do jakichkolwiek związków z techno czy house'm. Loftgroover, najpopularniejszy w Anglii DJ grający speedcore, za źródło gabba uważa trash metal z początków lat 80. Jak twierdzi: "Nie mam zamiaru, aby ludzie byli szczęśliwi podczas moich setów. Chcę, by czuli przemoc. Scena rave jest stanowczo zbyt przyjemna". Zamiast dziecinnych fantazji i utopijnego futuryzmu serwują zupełnie inną wizję, jak ujął to jeden z filarów uznanej niemieckiej oficyny PCP, Marc Acardipane (The Mover) - "wyobraźcie sobie podziwianie obrazu Ziemi po wojnie nuklearnej - słuchanie tej muzyki przynosi podobne wrażenia".
_________________ ONE & ONLY TRUE GABBER'S
Ostatnio zmieniony przez sycoman 18-03-2011, 14:53, w ca³o¶ci zmieniany 2 razy
Teraz główne nurty ja bym opisał tak: a) Mainstream - Epic/Anthem (Evil Activities, Tha Playah, "Forgotten Moments" w remiksie Ophidiana, "Legend" Angerfista) - Hard (np. Juanma "Good For You", Hellsystem & Mekanika - "Reborn", Mad Dog - "Hardcore Machine", ogólnie te bez supersawa na leadzie i ostrzejsze) - to nie wiem jak nazwać chodzi o badziewie robione for fun w stylu "Somewhere Down the Lane", AoF - "Oh my sun" - Makina (Juanma - "Yo Abajo Y Tu Arriba") b) Frenchcore (Radium, Hellfish) c) Industrial, który powoli przekształca się w (czy raczej wyłonił się z niego): d) Crossbreed (TOA) e) Extreme hc: - Terror - Speedcore (i najlepszy podgatunek atmospheric speedcore np. GFB "Lacrima")
Ja bym sobie darował takie szczegółowe nazewnictwo bo to nie ma kompletnie sensu i tylko wprowadza niepotrzebne nieścisłości. Co producent to inne patenty i najzwyczajniej w świecie łączą elementy różnych gatunków dlatego nie ma po co wymyślać nowych nazw. Wymienię kilka nazw które faktycznie są w powszechnym użyciu i według mnie należałoby stosować.
* Darkcore * Mainstream - nie ma sensu dzielić * Industrial - teraz mocno mieszany z D'n'B i Breakcore * Frenchcore - można też by dodać Noizerave, ale różni się dosłownie pierdołami także nie ma sensu się rozdrabniać * UK Hardcore - tutaj są nieścisłości bo jest wersja wesoła i przez niektórych dodawany jest wyraz Techno dla zaznaczenia tej mocniejszej wersji jednakże w Australii nazywają weselszą po prostu Happy Hardcore dlatego myślę, że wystarczy samo UK Hardcore dla określenia mocniejszej * Terrorcore * Speedcore - tutaj też bym darował sobie podział na jakieś Splitercore, Extratone itd * Breakcore
Można też by pod Noise podpiąć wszystkie takie popierdolone tracki typu Passeneger Of Shit.
giewuer napisa³/a:
a) Mainstream - Epic/Anthem (Evil Activities, Tha Playah, "Forgotten Moments" w remiksie Ophidiana, "Legend" Angerfista) - Hard (np. Juanma "Good For You", Hellsystem & Mekanika - "Reborn", Mad Dog - "Hardcore Machine", ogólnie te bez supersawa na leadzie i ostrzejsze) - to nie wiem jak nazwać chodzi o badziewie robione for fun w stylu "Somewhere Down the Lane", AoF - "Oh my sun" - Makina (Juanma - "Yo Abajo Y Tu Arriba")
IMO nie ma sensu takie dzielenie.
giewuer napisa³/a:
Crossbreed (TOA)
Pierwsze słyszę i bym sobie darował takie udziwnione nazwy.
Nazwa Crossbreed już się przyjęła więc raczej można używać. To miks dnb i hardcore albo dubstep i hardcore. Ja sobie Mainstream dzielę bo jednak anthemowe kawałki znacząco się różnią od tych hard w mojej opinii.
Crossbreed można już oficjalnie wyodrębnić jako nowy hard gatunek Tylko nie wiem, czy jest to ewolucja DnB czy Hardcore'u. Małe info co do Cross'a Crossbreed is is a mixture of different hard electronic dance styles. The main focus lies with drum n bass and hardcore but tracks can also incorporate drumstep, techno or any other hard electronic music genre. The key difference with other genres that borrow elements from certain outside sources is that on a technical level, Crossbreed represents all genres equally. In other words, Crossbreed tracks have the rawness and distortion of hardcore but at the same time feature the funk and crispness of drum n bass, the subtlety and depth of IDM, the heaviness of drumstep/dubstep, the quirkiness of electro and the otherworldliness of dark ambient.
The name "Crossbreed" was first introduced through 3 releases on the Genosha One Seven Five label entitled "Crossbreed Definition Series". DJ Hidden & Eye-D, the founders of this label were also some of the first producers to create Crossbreed. Their first tracks that explored the idea of mixing drum n bass and hardcore were "Times Like These" (DJ Hidden), "Manhunt" (The Outside Agency & Fracture 4), "The Resonators" (DJ Hidden) and "707" (Eye-D).
Crossbreed Labels:
- Abraxis Productions - Cerebral Destruction - Disclosure Recordings - Genosha One Seven Five - Lowbreed - Nekrolog1k - PRSPCT XTRM - Sustained Records - Union Recordings - Union Ltd.
Drum n Bass and other labels that also feature Crossbreed:
1 u¿ytkowników czyta ten temat (1 Go¶ci i 0 Anonimowych u¿ytkowników)
Nie mo¿esz pisaæ nowych tematów Nie mo¿esz odpowiadaæ w tematach Nie mo¿esz zmieniaæ swoich postów Nie mo¿esz usuwaæ swoich postów Nie mo¿esz g³osowaæ w ankietach
Statystyki dla tego tematu: Wy¶wietleñ: 7486 Odpowiedzi: 12 Odwiedzin z google: 975